Komentarzy: 2

  1. Zbyszek napisał(a):

    Rzeczywiście fakt godny odnotowania. 15 mld USD napływu BIZ (bezpośrednich inwestycji zagranicznych) do Polski to prawdziwy rekord. Udział władz samorządowych w tym sukcesie jest bezdyskusyjny. Warto jednak pamiętać, że Polityka kreowana przez władzę centralną stanowi zasadniczy element strategii stymulowania BIZ. Wytycza ona ramy dla funkcjonowania inwestorów zagranicznych. Ramy te muszą być uzupełnione szeregiem działań podejmowanych już na szczeblu lokalnym. I widać, że w wielu wypadkach udaje się to znakomicie (Wrocław,Łódź)
    Rola czołowych przedstawicieli władz centralnych w procesie inwestycyjnym jest bardzo ważna, ponieważ daje odczuć inwestorom zagranicznym, że ich decyzje mają duże znaczenie dla Polski. Przykłady BIZ, w przypadku których negocjacje na szczeblu krajowym odegrały znaczącą rolę to m.in. – LG.Philips LCD oraz Centrum świadczenia usług księgowych i informatycznych firmy VOLVO (Wrocław).

    W dalszej części komentarza, którego fragment przytoczył Szymon, pada stwierdzenie, że koszty pracy nie stanowią już głównego bodźca dla napływu BIZ do Polski. Są bowiem państwa, w których cena siły roboczej jest rachityczna w porównaniu do naszego kraju (pada tu przykład Bangladeszu ). Przeczą temu badania opinii inwestorów zagranicznych przeprowadzone przez CBM INDICATOR na zlecenie PAIiIZ, gdzie niski koszt siły roboczej w Polsce stanowi ciągle ważną zachętę dla firm zagranicznych. Poza tym – abstrahując od całej gamy determinant napływu BIZ- warto zauważyć, że inwestorzy zagraniczni w swoich kalkulacjach rozpatrują przeważnie stosunek produktywności siły roboczej do jej kosztu. W Polsce wydajność pracy jest ciągle znacząco większa niż w przytoczonym Bangladeszu…

    15 lutego 2007
    Odpowiedz
  2. napisał(a):

    Oczywiście, że niskie koszty pracy są jednym z głównych czynników przyciągająych inwestorów. W niektórych branżach (odzież) to wskaźnik dominujący; wtedy nawet polskie firmy przenoszą produkcję do Chin.

    Tym niemniej, jak wykazują rankingi konkurencyjności przygotowywane np. przez International Institute for Management Development (IMD), konkurencyjność oparta na niskich kosztach produkcji odchodzi w przeszłość. Niskie koszty pracy w połączeniu z agresywną polityką podatkową są wyjątkowo mocną zachętą dla inwestorów, ale niestety ten sposób budowania konkurencyjności charakteryzują bardzo krótkotrwałe efekty. Z jednej strony koszty pracy bardzo ulegają szybkiemu wzrostowi w sytuacji dynamicznego rozwoju gospodarki, a z drugiej strony w długim okresie dla przedsiębiorstw dużo istotniejsze są kwestie takie jak: komfort działalności biznesowej, infrastruktura technologiczna i logistyczna, zdrowy system finansowy, rozwój naukowy kraju.

    Ponadto kraje utożsamiane z niskimi kosztami pracy przestały już być tak „zacofanymi” rynkami, za jakie powszechnie się je uważa. W raporcie IMD z 2004 roku pisze się o 3 etapach rozwoju „azjatyckich tygrysów”, które najczęściej służą jako punkt odniesienia w dyskusji o niskich kosztach pracy:

    1. W pierwszym etapie Chiny i większość rozwijających się gospodarek azjatyckich dostarczają „wkładu” dla przedsiębiorstw japońskich, amerykańskich i europejskich. Chiny stają się dominującym wytwórcą gospodarki światowej, Indie specjalizują się w outsourcingu usług, a w Tajlandii montuje się razem półprodukty. Ten etap rozwoju gospodarek azjatyckich obecnie w zasadzie się kończy.
    2. W drugim etapie w wymienionych krajach zwiększa się siła nabywcza i powstaje klasa średnia, która tworzy i akumuluje prywatne bogactwo. W konsekwencji rozwija się coraz silniejszy rynek wewnętrzny. Wystarczy spojrzeć na Chiny, które są obecnie najszybciej rosnącym rynkiem telefonów komórkowych, samochodów, stali i innych dóbr konsumpcyjnych i przemysłowych.
    3. W trzecim etapie w Azji powstają korporacje globalne, które zaczynają eksportować lokalne marki. Japońskie marki – Sony, Toyota, czy Canon – są znane na świecie od lat i cieszą się dobrą opinią. Bardzo duży skok w zestawieniu Best Global Brands 2005 uzyskał koreański Samsung, zajmując 20. pozycję. Wiele uznanych Chińskie marki, jak np. Haier, dopiero zdobywają rynki zagraniczne. Chińskie korporacje przejmują również znane marki zachodnie: TCL kupił francuskiego Thomsona, a Lenovo amerykańską ikonę, czyli dział produkcji komputerów IBM (trzecia w kolejności najbardziej wartościowa marka świata!).
    15 lutego 2007
    Odpowiedz